MODELKA - co to jest?

Obserwuję dziś takie zjawisko, że "modelka" to jest jakiś kurde status społeczny, tytuł honorowy, wyróżnik jakiś.

Aczkolwiek gawiedź ma lekko mieszane odczucia w tym temacie.

Z jednej strony zajebiście jest być modelką, albo chociaż znać jakąś modelkę, bo wiadomka - modelki są piękne i sexy ogólnie. Zarabiają dużo kasy, i mają zajebiste ciuchy i kosmetyki, dużo fanów na instagramie i bawią się w klubach ze znanymi ludźmi.

Ale też niektóre modelki są jednak mniej spoko, bo są za chude i nie mają cycków ani dupy, a nawet mają anoreksję, albo jedzą kupę w Dubaju.

Więc tak do końca to nie wiadomo.

Sama "branża" modowa ma bardziej jednoznaczne stanowisko.
foteczka by grymuza@imaga.pl

Modelka (jak i model, piszę w wersji "damskiej" mi jest mi bliższa i powszechniejsza) to ZAWÓD.
Jak do wielu zawodów, tak i do tego, trzeba mieć pewne predyspozycje i spełniać określone wymagania.
Wymienię je poniżej, choć pewnie nie jest to zamknięta lista - jeżeli o czymś zapomniałam, osoby "z branży" proszę o podpowiedzi w komentarzach.


1 - geometria ciała - wzrost, obwody, "struktura" ciała, skóry, ponadprzeciętna "smukłość" i wzrost, celowo nie podaję tu cyferek bo i od tego są odstępstwa, natomiast proporcje zdecydowanie z gatunku tych "bardzo szczupła laska"

2 - geometria i kolorystyka twarzy - proporcje nosa, ust, oczu, układ kości, tkanek, ha! i wcale nie musi być w potocznym rozumieniu tego słowa "ładna" 

3 - początkowo wrodzone predyspozycje, potem wzbogacone przez nabyte umiejętności,  w odpowiednim zachowaniu i poruszaniu się na castingu, przed obiektywem, na wybiegu

4 - predyspozycje psychiczne do pracy polegającej na ciągłym podleganiu ocenie i krytyce

5 - ogólne ogarnięcie życiowe w stopniu pozwalającym na utrzymanie się w formie i motywacji do pracy, spakowaniu walizki, dotarciu punktualnie pod wskazany adres, nie zachlewaniu pały przed ważnymi pracami czy castingami, czy przynajmniej niewiązanie się z zaborczymi idiotami, niezachodzenie w nieplanowaną ciążę tuż przed maturą i wyjazdem na kontrakt, niefarbowanie samodzielnie włosów na platynowy blond i takie tam.

6 - wiek - przynajmniej optyczny - mogący być określony jako "bardzo wczesna młodość"

7 - należyty stan sanitarny - zadbana skóry, włosy, zęby, paznokcie itd.

8* - szczęście? dobry agent? strategia? opatrzność, która sprawi, że w odpowiednim czasie trafi się na odpowiednie osoby, castingi, zlecenia...

O najbardziej prestiżowe światowe zlecenia konkurują osoby, które wszystkie powyższe kryteria spełniają w stopniu "celującym". Skoro wszystkie są niemal idealne, selekcja spośród nich często odbywa się na podstawie przesłanek taktycznych ("otwierała ten i ten pokaz, ten czy tamtem nazwał ją swoją muzą czy fotografował, była twarzą tego czy siamtego to też ją bieremy!/to nie możemy jej wziąć!") lub gustu osób decyzyjnych ("kocham piegi, a jacie, ale ona słodka! ...przypomina mi kuzynkę franczeskę!!!tre żoli!!! ale musi mieć diastemę, marzę o diastemie w naszym lukbuku").

Niestety, w populacji jedynie niewielki odsetek osobników te wszystkie kryteria spełnia w odpowiednio wysokim stopniu. Osobiście spotkałam tylko kilkanaście modelek, które mogłyby ubiegać się o te największe modowe laury, z półki pokaz Prady czy okładki liczących się edycji Vouge, gdyby tylko.....

No właśnie.
Paradoksalnie, najczęściej, największą przeszkodą jest ŁEB. Czyli kombinacja punktów 4 i 5 z powyższych. O tym będzie osobny wpis.

Najlepsze modelki figurują w rankingach models.com, widnieją na okładkach zachodnioeuropejskich i amerykańskich edycji magazynów modowych i paradują w głównych fashion weekach, w stolicach mody - Paryżu, Londynie, Mediolanie, Nowym Jorku, w liczących się pokazach - np. tych udokumentowanych na style.com

Stosuję to rozróżnienie, żeby przemycić nazwę "top modelki".

W moim osobistym odczuciu, zarezerwowana jest ona dla poszczególnych modelek pracujących na levelu opisanym powyżej - okładki, kampanie, pokazy (i to najlepsze u najlepszych :D), aktualnie i niegdyś.

Nazywanie TOP modelką lali, która w programie tefau pozowała z wężem, jest w moim odczuciu, podzielanym - jak sądzę - przez większość osób z branży, mocnym nadużyciem.


Gawiedź już tego nie odróżnia, i nabiera się na tabloidowe newsy o finalistkach talent show stojących u progu światowej kariery, udokumentowane zdjęciami z Vouge (przedostatnia strona, artykuł o szalikach w kratę) i z pokaz Diora (w HongKongu, na otwarciu klubu tanecznego).

Rozsądnie myślącej osobie, znającej kryteria stawiane modelkom, od razu powinno wydać się podejrzane wieszczenie światowej kariery osobom, które  jawnie nie spełniają większości z nich.

Ale "czytelniki", "widze", "znajomi" i "followersi" łykają tę światową karierę "modelki" jak pelikany, chociaż rzeczone finalistki są wzrostu kucyka w kłębie tudzież sznurkiem o długości 90 cm mogłyby jedynie skrępować nadgarstki, bo na opasanie bioder już by nie starczył.

Tymczasem  kariera modelki wcale światowa być nie musi, żeby na mieszkanie starczyło czy chociaż dobre autko. Można w modelingu odnotować sukces i porządnie zarobić, i to bynajmniej nie na jachcie, nawet nie wychodząc na wybieg Houte Couture.

Paradoksalnie, sesje do najlepszych magazynów i najlepsze pokazy są płatne symbolicznie - wynagrodzeniem jest samo wyróżnienie, możliwość uczestnictwa w nich.

Większą kasę robi się na kampaniach marek odzieżowych i chałturach typu reklamy, katalogi.
fotka psotka by grymuza@imaga.pl dla Orsay
Ranga co prawda spada, wymagania też. Już nie trzeba mieć poniżej 89 cm w biodrach, rysy twarzy mogą być mniej wyszukane, chód po wybiegu mniej charyzmatyczny... ale dalej pozostajemy wśród modelek przez duże M.


Na osobne wpisy zasługują chłonne rynki Azji, a także dyskretny komercyjny urok Monachium, Istambułu, Wiednia... - mimo, że z dala od stolic mody, prestiżowych okładek i głównych wybiegów, dzieje się tu niemało i za sensowne pieniądze. Chociaż prestiżowo to nie jest już najwyższa klasa modelingu, a na castingach nie bywa Joan Smalls ani Lara Stone, wiele z pracujących tam dziewczyn to tzw. full-timerki, czyli modelki na pełny etat

Schodząc jeszcze niżej w modelkowym rankingu, do pozycji których cyferek models.com już dawno nie odnotowuje (bylibyśmy zapewne gdzieś przy 75 000 miejscu), trafiamy do Zabrza i Białegostoku. Rozluźnienie rygoru wobec castingowym wymagań postępuje - stanowczo można mieć parę rzeczy nie halo. Nawet fałdka tam czy siam już nie jest przeszkodą. Na castingu w salonie sukien ślubnych Adejajda w Zgierzu lekka nadwaga będzie atutem - koronka musi być przecież trochę wypchana na biodrach i dekolcie. I nawet jeżeli na zaproszenie na casting do IMG czy Women nie ma co liczyć, a na sesję leci się po kolokwium - dopóki panują trzyma sensowne obyczaje w pracy, stawki są godziwe, a osoby pozujące/chodzące znają się na swoim fachu i w jakimś stopniu, lub głównie, z niego utrzymują, w moim odczuciu jak najbardziej zasługują na miano modelek.

A dalej zaczynają się już kwestie dyskusyjne.

Inaczej.
Dla mnie - bezdyskusyjne.

IMHO NIE jest modelką osoba, której kontakt z zawodem modelki jest przygodny, okazjonalny i która kryteria stawiane prawdziwym modelkom spełnia w stopniu nieznacznym np. ma tylko  urodziwą buzię, ale już nieodpowiednią figurę, albo cechuje ją co prawa odpowiedni wzrost, za to w kombinacji z twarzą typu "ratuj się kto może" i wdziękiem mamuta. Nie jest modelką dla mnie ktoś, kto posiadł wyłącznie umiejętność pozowania do zdjęć, szczególnie typu "selfie"; albo co gorsza wyróżnia się jedynie determinacją do bycia modelką i odpowiednim wiekiem, na tym poprzestając.

Potwarzą wobec modelek jest określanie tym mianem osoby, która poniekąd zarabia na swoim wyglądzie i osobowości, ale w sposób zgoła inny niż pozowanie do zdjęć i udział w pokazach. Pozowanie do zdjęć (na instagram) na wyjazdach z panami to escort, tudzież kurestwo, nie modeling.

Abstrahując od przysłowiowych "wyjazdów do Dubaju", który dzięki prężnie działającej agencji modelingowej mojej koleżanki, MGM,  stał się mekką dla wielu świetnych polskich prawdziwych modelek, o czym "gawiedź" niestety nie ma pojęcia.

Bezdyskusyjnie, przynależność do agencji "top glamur sileżia models" ani "maxmodels" również modelki z nikogo nie czyni, w mojej skromnej i uniżonej perspektywie.


Ale kandydatki dyskutują.

"Że jak to nie zatrudniacie Państwo modelek poniżej 168. Przecież mogę ubrać buty na obcasie."

2 komentarze:

  1. Ad. pkt. 1 - A gdzie w tym wszystkim odnaleźć miejsce dla trendu XXL ??? Też takowe modelki przynajmniej (modeli nie spotkałem - i może lepiej) tzw. rynek zapotrzebowuje i dla takowych również zdaje się miejsce byc winno...

    OdpowiedzUsuń
  2. Na marginesie, jest ono. Faktycznie. Ale to jedynie nieznaczny odsetek zapotrzebowania. Modelki oversize, overage itd - takei "ciekawostki dropsa". :D

    OdpowiedzUsuń