CASTING - co to jest?

Hejka wierni czytelnicy, to znaczy cześć Mamo, Agata i Gabi!!!

W tym odcinku chciałam Wam napisać, o co chodzi z castingami. Oczywiście w kontekście modelkowym, bo gdyby punktem odniesienia był cały internet,  to mogłoby chodzić też o odlew zębów albo mała czarną tabliczkę z napisem hollywood (postanowiłam wplatać do moich postów takie pocieszne suche anegdotki, zabawne, nie? Nie. No wiem, ale jest późno, a ja znowu nie mogę zasnąć). Są oczywiście castingi dla aktorów, miss, masterszefów, a nawet na recepcjonistki, ale nimi też dziś nie będziemy się zajmować.

foto by grymuza@imaga.pl
CASTING oznacza, że poszukiwane są modelki. 
Na ogół pod kątem określonego zlecenia, np. pokazu, czy sesji lub naboru do określonej agencji modelek.
Pierwszy typ castingu, chyba mój ulubiony, to "casting na modelkę". Takie ogłoszenie przeważnie to oznacza, że ktoś organizuje jakiś konkurs lub tworzy/poszerza agencję modelek, poszukując ich wśród dziewczyn, które jeszcze modelkami nie są. Dość szczupły target można by rzec, zaglądając na maxmodels, gdzie modelkami są chyba wszystkie dziewczyny z Polski - ale o maxmodels będzie osobny wpis.

Casting na ogół ma sprecyzowane kryteria, które powinny spełniać kandydatki. To coś jak anons o wakacie* (*dla młodszych czytelników - ogłoszenie o wolnym miejscu pracy) z wymaganiami, które powinni spełniać aplikujący.

W castingach do bardzo prestiżowych zleceń najczęściej nie podaje się podstawowych kryteriów tj. wzrostu, obwodów gdyż tam jest jakby oczywiste, że nie chodzi o utyte karły. Przeważnie doprecyzowany jest jedynie pożądany typ urody, look, styl. Informacja o takich castingach trafia do ściśle zaufanego grona osób, które te podstawowe wymogi znają, lub czują intuicyjnie. Obsady szuka się głównie przez agencje modelek - które z automatu selekcjonują odpowiednie na dany casting modelki.

Wpychanie na poważny casting modelki, która kompletnie nie pasuje, bo jest np. nie w formie, za niska, za świeża i nic nie umie, ma złą cerę itd., grozi blamażem - i powiadamiającej agencji, i dziewczynie. 

Im ciaśniejsze sito selekcji, tym mniej "wypadków" przy pracy.

Sprawy się komplikują przy castingach mniej selektywnych, gdzie z różnych powodów klienci poszukują modelek poza ofertą najlepszych agencji, i zaglądają też agencji modelek "Dziśotwieramwłasnąagencję", "KiedyśbyliśmyOK" albo decydują się na otwarty casting dla ludu. 
Głównym powodem jest najczęściej szukanie oszczędności, dobre modelki z dobrych agencji nie są dostępne po symbolicznych stawkach, ale nieraz przemawiają za tym inne powody. 

Wiele bardzo doświadczonych modelek jest już "za starych" w ocenie agencji, dla których priorytetem jest jednak kreowanie nowych gwiazd, i rezygnują z ich aktywnego reprezentowania. Zdarzają się świetne modelki, ale zrażone do agencji, czy po prostu bardziej przedsiębiorcze, które pracują na własną rękę i nie są nigdzie zrzeszone. Jeżeli klient potrzebuje takich "przechodzonych" modelek, trzeba trafić do nich bezpośrednio. 

Nieraz klient sam ma ambicje wykreowania nowej twarzy, szuka czegoś świeżego, niezmanierowanego, unikatowego, ... łoteva.

Więc ogłasza się ten casting, opisuje kogo szukamy, czeka na zgłoszenia, i...
JEB.
INWAZJA.
Zalew zgłoszeń, z których zaledwie co któreś ociera się o założenia castingu.

Bo trend wśród większości samozwańczych internetowych modelek, ale też bardziej zdesperowanych bookerów z agencji modelek "Każdymaagencję_mam_i_ja" jest taki, że wymaganiami określonymi w castingu należy się kompletnie nie przejmować.

Jeżeli na przykład w takim ogłoszeniu o castingu jest napisane, że do sesji poszukiwane są modelki  o precyzyjnie podanym wzroście np. pomiędzy 176 - 178 cm, to warto też, żeby zgłosiły się takie osoby, co mają 164 cm.
?
Przecież jak się organizatorom taka niższa dziewczyna spodoba, to oni obetną nogawki w kilkunastu parach spodni, które są do sfotografowania na sesji. Można też zatrudnić grafika, żeby potem te spodnie retuszował i domalował stopy i buty, które niskim modelkom w całości znikają w nogawkach. Żaden problem, w fotoszopie można wszystko.  Jak ktoś kiedykolwiek widział Magdę Gessler na żywo i na oficjalnym zdjęciu, wie doskonale, o czym mówię. Taka postprodukcja trwa 30 sekund, jest za darmo, więc bardzo opłaca się wybrać taką za niską modelkę.

Chodzi o pokaz? - tym lepiej! Na wybiegu do wspólnego finału z modelkami mierzącymi w większości po 180 cm plus 11 cm szpilki taka niższa osoba będzie przecież niesamowicie pasować...
zdjęcie z pokazu WFM - na pierwszym planie projektantka, średniego wzrostu


"A co mi szkodzi spróbować. Trzeba w siebie wierzyć."
Ja rozumiem, że ocena urody jest subiektywna. 
Komuś może się wydawać, że jest paszczurem, a branżę modelkową powala z zachwytu na kolana (choć częściej jest niestety odwrotnie). Więc rozumiem, że eksperymentalnie można się zgłosić na casting dla modelek od 176 cm wzrostu jak ma się 174 cm ale wyjątkowo długie nogi, kulturalnie uzasadniając to na wstępie (zgłaszam się mimo niższego niż wymagany wzrostu, bo leżą na mnie dobrze ubrania dla wyższych dziewczyn, mam wysoki stan... ble ble coś tam). Rozumiem drobne rozbieżności wynikające z błędów pomiarowych...

Ale może ktoś w komentarzach mi wyjaśni, na co liczą dziewczęta, bo nie modelki przecież, startujące z poziomu >170 cm wzostu do castingów dla modelek powyżej 176 cm? Czy ktoś sądzi, że naprawdę można obcinać te spodnie? Albo że modelki normalnie pracują wyłącznie na bosaka albo bez obcasów, i wystarczy ubierać szpilki, by nadrobić deficyt wzrostu i sprostać wymaganiom? Czy że osoba przeprowadzająca casting, która musi przejrzeć 200 kandydatek z czapy, żeby znaleźć pięć adekwatnych, zachwyci się stodwudziestymczwartym obliczem uczestniczki, i zapamięta ją pod kątem przyszłych zleceń? 
Dygresja. Przepraszam.

W opisie castingu jest też na ogół pożądany sposób kontaktu, czyli na przykład, że na casting trzeba się stawić osobiście we wskazanym miejscu i godzinie, albo wysłać nieretuszowane zdjęcia, tzw. snap shoty, polaroidy  na podany mail.

I tu niby prosta sprawa, ale przerasta nieraz poważne agencje modelek.
Proszę jako klient o polaroidy modelek - kandydatek do zlecenia. A dostaję, do wyboru:
- streszczenie CV modelki przez telefon. Gdzie to nie pracowała, i kto to się nie zachwycał. Zamiast.
- selfiki z 8 filtrami, widać gdzie są oczy. Reszta prześwietlona zblurowana, telefoniczny biektyw i kadr z ręki masakrują rysy, czoło zajmuje 80% kadru. 
- zdjęcią z miekkim światłem, w wystudiowanych pozach, makijażem no-makeup, coś trochę jak testy, tyle, że w bikini i na białej ścianie. nieraz retuszowane!
- całą książkę, w rozdzielczości 300 dpi do formatu A4, zzipowaną, zrarowaną, wrzuconą na FTP. 
- link do strony agencji z zakładką modelki, gdzie byłam 16 razy, i na jej podstawie zdecydowałam poprosić o te nieszczęsne polaroidy.
Zamiast.

O gawędzie na prywatnego FB/telefon z milionem szczegółowych pytań nieadekwatnych do etapu castingu, (czyli jeszcze kandydatki w sumie nie widzieli, nawet nie rozważali, czy pasuje, ale już trzeba jej wyjaśniać, którego gejtu wylot i czy zapewniona dieta bezglutenowa). To oczywiście zamiast tych polaroidów. Takie czasy.

No ale dobra, przebrnęliśmy przez to.
Jesteśmy na castingu lajf. Spotykamy kandydatki twarzą w twarz. Będzie kolejny wpis JAK DOBRZE WYPAŚĆ NA CASTINGU.















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz